Szukaj
  • Akademia Stagingu

Decluttering - duże wsparcie w pracy home stagera

Aktualizacja: sty 7

Rozmowa z Marią Ernst Zduniak, profesjonalną duclattererką, właścicielką firmy Domowe Metamorfozy


Foto: Maria Ernst Zduniak - archiwum prywatne


Na czym polega decluttering?


Nazwa pochodzi od angielskiego słowa odgracanie. Decluttering to usługa polegająca na generalnym porządkowaniu i czyszczeniu przestrzeni, przeważnie chodzi o przestrzeń domową czyli sypialnie, pokoje, kuchnie, garaże. Mamy tendencję do kupowania za dużo, mamy za dużo rzeczy, nie umiemy się z nimi rozstawać i w pewnym momencie to nagromadzenie przedmiotów nas przytłacza. Bolączką wielu moich klientów jest to, że tracą czas, bo nie potrafią nic znaleźć na półkach, w szafach, w garażu. Bywa nawet tak, że nie mogą się swobodnie poruszać we własnym domu. Decluttering to generalne porządki, odgracanie domów, przywracanie funkcjonalności pomieszczeń.


Czy ma Pani swoje metody pracy? Od czego zacząć?


Zawsze zaczynam porządkowanie przestrzeni od pogrupowania przedmiotów. Przedmioty z danej grupy układam w jednym miejscu, nigdy nie zaczynam od wyrzucania rzeczy, bo może się okazać, że zostaniemy z niczym. Ta zasada dotyczy wszystkich pomieszczeń, które porządkujemy. W garażu np. jeżeli porządkujemy narzędzia i uzbiera nam się góra podobnych śrubokrętów i młotków wybieramy z niej dwa, trzy najlepsze, które będą nam potrzebne. Układanie w grupy uświadamia nam ile wszystkiego mamy (zazwyczaj dużo za dużo) i pozwala wybrać te rzeczy, które będą nam najbardziej przydatne. Ten sposób działania dotyczy wszystkich porządkowanych przestrzeni, także ubrań. Układamy w grupie, segregujemy i podejmujemy decyzję, co zostaje.


Czy trudno pozbyć się rzeczy, do których jest się przywiązanym?


Szczególną trudność sprawiają pamiątki, przedmioty, które mają wartość sentymentalną – z nimi najtrudniej się rozstać. Mam pewne metody i rozwiązania, które proponuję. Zawsze doradzam, żeby zostawić tylko te pamiątki, które są dla nas najważniejsze, a pozostałe oddać, sprzedać, a czasami niestety wyrzucić. Wiele przedmiotów ma wartość jedynie sentymentalną i do niczego się nie nadaje. Dobrym rozwiązaniem jest fotografowanie pamiątek – możemy trzymać zdjęcia w komputerze i zaglądać do nich w razie potrzeby. Często proponuję klientom, żeby wybrali sobie grupę wakacyjnych pamiątek, ja na przykład ubóstwiam magnesy na lodówkę i kubki. Warto ustalić jaką grupę produktów zbieramy. Duża część pamiątek to zupełnie niepotrzebne przedmioty, które przywozimy z wakacji, a potem tylko zajmują miejsce i zbierają kurz. I nie ma znaczenia, czy mówimy o niewielkim mieszkaniu czy dużym domu. Ani tu ani tu nie powinniśmy zagracać przestrzeni.


Czy sugeruje Pani klientom, co robić z niepotrzebnymi przedmiotami?


Wyrzucanie jest zawsze ostatecznością. Dużo zależy od rodzaju przedmiotów. Ubrań możemy się pozbyć lub ponownie je wykorzystać. Jeżeli lubimy dany kolor, fakturę, wzór, ale fason jest już niemodny lub zmienił się nasz rozmiar – możemy oddać daną rzecz do krawca i przerobić. Znam krawca, który potrafi zdziałać cuda, sama korzystam z jego usług i często polecam go klientom. Odzież w dobrym stanie możemy sprzedać w internecie, szczególnie rzeczy markowe. Możemy urządzić wymianę ubrań z przyjaciółkami i przy okazji miło spędzić czas. Możemy oddać rzeczy na cele charytatywne – instytucji, które przyjmują dary jest mnóstwo – domy samotnej matki, domy dziecka, różne fundacje. Mile widziane są sprzęty rtv i agd. Nawet stare modele ucieszą osoby potrzebujące np. pogorzelców. Nigdy nie zostawiam klientów ze stertą niepotrzebnych rzeczy na środku pokoju. Jeżeli sami nie mają pomysłu – sugeruję co zrobić z poszczególnymi przedmiotami. Wyrzucamy tylko rzeczy zniszczone i bezużyteczne, które naprawdę do niczego się nie nadają. Staram się działać zgodnie z zasadą zero waste i o ile to możliwe, dawać przedmiotom drugie życie. Niektóre przedmioty można ponownie wykorzystać w domu nadając im nową funkcję. Ubrania można pociąć na szmatki do czyszczenia, w słoikach można przechowywać produkty w kuchni lub zrobić z nich lampiony w ogrodzie. Naprawdę nie musimy kupować tak wielu przedmiotów, wiele rozwiązań mamy pod ręką, wystarczy odrobina kreatywności.


Kim są Pani klienci?

Mam bardzo szerokie spektrum klientów. Czasami są to osoby, które nie radzą sobie z bałaganem i chaosem, a czasami klienci, którzy już na etapie projektowania domu czy mieszkania chcą mieć funkcjonalnie przemyślaną przestrzeń do przechowywania. Ostatnio pracowałam z osiemdziesięcioletnią panią, która postanowiła uporządkować mieszkanie, żeby czas na emeryturze spędzać w większym komforcie, podejrzewam, że trochę ze świadomością, że robi to też dla swoich dorosłych dzieci. O dziwo, ta klientka z ogromną łatwością pozbyła się wielu rzeczy, chociaż niektóre z nich miała od kilkudziesięciu lat. Bałam się, że będzie sentymentalnie przywiązana do wielu z nich, a okazało się, że pozbywanie się rzeczy przyszło jej z łatwością. Miałam też klientkę z dziewięciorgiem dzieci, której pomagałam wprowadzić porządek i organizację w domu.


Czy stara się Pani wykorzystać to co zastane w danym lokalu?


Jak ze wszystkim – to zależy. W pierwszej kolejności wykorzystujemy to, co mamy. Część rzeczy możemy chować do pudełek po butach, do różnego rodzaju pojemników, które nam po czymś zostały. Czasami musimy kupić nowe pudła, kartony, pojemniki. Jeżeli klient nie ma takich rzeczy w domu, przygotowuję listę z konkretnymi propozycjami zakupów. Wskazuję w którym sklepie i za ile, proponuję przedmioty, które pasują do wnętrza pod względem designu i funkcjonalności.


Skąd pomysł na tak niecodzienny zawód?

Zawsze lubiłam porządek i organizację. Zniechęcona do pracy w korporacji miałam zamiar zająć się home stagingiem. Przygotowując się do pracy home stagera przeglądałam różne portale zagraniczne i znalazłam strony poświęcone declutteringowi, który na zachodzie był już popularny, a w Polsce jeszcze nikt o tym nie słyszał. I od razu wiedziałam, że to coś dla mnie.


Jak zdobywa Pani zaufanie klientów?


Większość klientów mam z polecenia. Czasami polecanie mnie bywa trudne, bo ciężko jest powiedzieć znajomej, że ma bałagan w domu i powinna coś z tym zrobić. Niektórzy klienci mają świadomość stanu, do jakiego doprowadzili dom i mają do tej sytuacji dystans, inni wstydzą się swojego bałaganu. Staram się mówić wprost i nazywać rzeczy po imieniu, bo moją rolą jest zmotywowanie klienta to pozbycia się nadmiaru przedmiotów, a nie pocieszenie go, że jeszcze coś się zmieści. Trudność w mojej pracy stanowi fakt, że jesteśmy społeczeństwem, które bardzo uważa na to, co powiedzą lub pomyślą inni. W rozładowaniu napięcie często pomaga proste stwierdzenie: widziałam gorzej.


Więcej informacji na stronie

www.domowemetamorfozy.pl

0 wyświetlenia
  • Facebook Social Ikona

©2019 by Akademia Stagingu. Proudly created with Wix.com